Wyżyny heroicznych marzeń


„Wyżyny heroicznych marzeń”

Wspinanie się po górskich zboczach, zwłaszcza w siarczysty mróz, który mocno szczypie policzki wymaga wielkiego hartu i wewnętrznej odwagi. Słońce jest co prawda wysoko i rozświetla rozległe partie stoków przykrytych grubą warstwą śnieżnej czapy, ale i tak miejscami jest jeszcze sporo skutego i twardego lodu, na widok którego mrozi się twoje serce. Obserwujesz teraz różne, maleńkie roślinki, które tylko gdzieniegdzie zamieniają się w jakieś większe skupiska. Są takie drobne, ale też pełne niepowtarzalnego uroku. Nie znasz ich nazw, ale i tak wyglądają zjawiskowo- na tyle pięknie, że wyciągasz swój niezawodny „utrwalacz nieziemskich chwil” i w zdumieniu, a także w podziwie dla własnej spostrzegawczości pstrykasz kilka dobrych fotek. Zimowa pora jest najlepsza, by wybrać się w góry- w żadnym innym okresie nie czuć tu tego wyjątkowego i niepowtarzalnego klimatu. Najbardziej lubisz, gdy jest naprawdę bardzo zimno tak że ma się aż czerwone uszy i nos, a wdychane powietrze ożywia cały organizm nieprzeniknionym chłodem. Może nie jest to zdrowe, ale na pewno zabawne i dodające troszeczkę wigoru. W końcu trzeba się też hartować, a nie tylko leżeć z herbatką pod kocykiem J. Każda taka górska wspinaczka umacnia cię w przekonaniu, że człowiek (choćby nie wiem co zrobił) zawsze ma przed sobą jakieś niezdobyte szczyty dla których warto się męczyć, starając się je zdobyć. Twój przyjaciel Maurycy jest podobnego zdania- dlatego postanowiliście spakować plecak i prześledziwszy górskie szlaki, wybrać ten, który waszym zdaniem wymaga nie lada umiejętności i niezachwianej odwagi. Wy oczywiście, jako największe klasowe zuchy co do posiadania owych cech nie mieliście cienia wątpliwości, a ponieważ najważniejszy warunek był spełniony, bez chwili zastanowienia wyruszyliście w przepiękne, ale czasami i bardzo niebezpieczne polskie Tatry o których dużo słyszeliście, ale nie mieliście jeszcze nigdy okazji, by przekonać się jakie są naprawdę i czy ich najwyższe partie rzeczywiście tak trudno zdobyć. Czekała was niezła i niezapomniana przygoda… W każdym razie taką mieliście nadzieję. Dziś z perspektywy czasu wiesz, że się nie przeliczyłeś i przeżyłeś naprawdę cudowną, momentami i mrożącą krew w żyłach przygodę, ale cena za to okazała się równie wysoka… wyruszyliście z samego rana kiedy słońce dopiero wychodziło leniwie zza horyzontu, rozświetlając wszystko cudowną jasnością. Pogoda była więc wymarzona, w sam raz na takie górskie eskapady. Uśmiech nie schodził wam z twarzy, przepełniała was radość i chęć dokonania naprawdę niesłychanych czynów. Z każdym kolejnym krokiem czuliście, że zbliżacie się do celu. Mieliście spocone czoła i ręce, ale czuliście, że wasz trud się opłaci. Droga nie należała do najłatwiejszych, bo wszędzie było mnóstwo ostrych, wystających i kłujących w stopy kamieni , zwłaszcza na najbardziej stromych pagórkach. Mimo to byliście bardzo uparci i zdecydowani, by dojść do miejsca z którego będzie można obserwować piękne i rozciągające się w dole widoki. Pragnęliście wszystkimi zmysłami móc to zobaczyć dlatego podążaliście wytrwale i zdecydowanie w coraz wyższe partie. Było naprawdę ciężko, a wy coraz bardziej się denerwowaliście. Niestety w rozdrażnieniu i lekkim podenerwowaniu twój przyjaciel Maurycy nie zauważył olbrzymiego ostrego odłamka, który oderwał się od urwiska. Niefortunnie potknął się o niego w taki sposób, że zwichnął sobie kostkę. Głośno zawył z bólu, a ty w przerażeniu podbiegłeś do niego, usiłując mu pomóc. Objąłeś go ramieniem i prowadziłeś go powolutku, by nie nadwyrężał zwichniętej nogi. Całe to zajście bardzo popsuło wam humory- nie wiedzieliście już co macie teraz zrobić- tak naprawdę byliście dopiero w połowie drogi, nie mniej jednak dalsza wspinaczka byłaby zupełnym nonsensem. Postanowiliście zawrócić. Maurycy niemiłosiernie jęczał. Być może noga była nawet złamana? Szliście więc powolutku, ostrożnie stawiając każdy krok, gdy wtem waszym oczom ukazało się coś niezwykłego. Na ziemi wśród małego skupiska ciemnozielonej trawy błyszczało jakieś olśniewające cudo- co też to mogło być? Popatrzyliście na siebie zdezorientowani. Przykucnąłeś, by odkryć wasz skarb i nagle zobaczyłeś coś czego nie można by chyba porównać z najwspanialszymi ziemskimi świecidełkami. W zaroślach lśnił przepiękny jasnozłoty górski minerał. Wprost niesamowite jaką moc i aurę wokół siebie roztaczał. Ująłeś go w swe dłonie i nagle poczułeś jak przepływa przez ciebie cudownie ciepła, życiodajna energia. Może ten kamień uzdrowi twego przyjaciela? Pomyślałeś w duchu, a następnie z roziskrzonymi oczami i silnie bijącym sercem przyłożyłeś delikatnie ten niezwykły minerał do zwichniętej kostki Maurycego. Jego twarz nagle wypogodniała,a ból w kostce zniknął- minerał rzeczywiście okazał się mieć właściwości lecznicze i stał się chyba prawdziwy cud J. Uradowani spojrzeliście jeszcze raz na jego blask i w tym momencie przyszedł ci do głowy pomysł, że warto zabrać ze sobą ten minerał. Maurycy miał jeszcze lepszy- jego zdaniem można byłoby przepołowić ten minerał na dwa, by każdy z was mógł być obdarowany jego cudowną mocą i jednocześnie, by te dwa minerały były symbolem waszej dozgonnej przyjaźni. Jak długo będziecie je posiadać tak długo między wami będzie istniała braterska więź, której nic nie będzie w stanie zburzyć. Po prostu- będzie wieczna! Obaj z Maurycym schowaliście więc te śliczne, błyszczące kamienie i uzupełniwszy płyny, wyruszyliście w dalszą podróż. Słońce już trochę zaszło, ale i tak nie odczuwaliście zbytniego chłodu choć z drugiej strony czuliście też, że im wyżej tym powietrze staje się coraz gęstsze- tak jakby było go coraz mniej. Byliście bardzo szczęśliwi i w zachwycie patrzyliście na piękny, górski krajobraz. W dole zauważyliście nawet jakąś wioskę, a także halę, na której wypasały się owce. Widać stąd było też las- chyba świerkowy (ale nie wiesz na pewno). Wszystko przekształcało się w waszej wyobraźni w jeden cudny, malowniczy pejzaż będący dziełem samej, czystej i pierwotnej natury. Przez całe wieki ukształtowały się tu rozległe pasma o bardziej lub mniej zaokrąglonych grzbietach, które zaś zostały wypełnione zapadliskowymi kotlinami. Widok był wprost nieziemski. Z każdą chwilą byliście coraz bliżej szczytu, a patrząc w dół czułeś lekki zawrót głowy. Przyroda zmieniała się na twoich oczach, a śnieżnobiała górska biel mieszała się ze złocistym słonecznym blaskiem. Niesamowite jak słońce odbijało się od śnieżnej pokrywy- puchowy śnieg iskrzył się jak oszlifowane kryształki czy prawdziwe diamenty tak bardzo, że aż raził w oczy (przydałyby ci się teraz chyba okulary przeciwsłoneczneJ). Osiągnięcie szczytu było już niemalże w zasięgu twojej ręki- jeszcze chwila i staniecie z Maurycym na najwyżej wysuniętym polskim wzniesieniu. Czuliście już lekkie podekscytowanie i robiło wam się coraz bardziej gorąco. Musieliście wytrwać do końca i wspinać się dalej, choć zmęczenie, ból w skroniach, no i przede wszystkim w nogach stawał się niewiarygodnie duży- wprost nie do zniesienia. Byliście jednak… bardzo wytrwali- każdy trud się przecież opłaci jeśli ceną jest spełnienie swojego najskrytszego marzenia. Jeszcze chwila, ostatnie choć już bardzo zmordowane i ciężkie kroki, jeszcze jeden… uff- wow, udało się J. Jesteście na najwyższym szczycie w Polsce! To niewiarygodne uczucie, którego nie opiszą chyba żadne słowa. Rysy wyglądają niesamowicie- to chyba jak sen- tak przyjemny, że nie chcesz już nigdy się z niego obudzić. To bardzo dziwne, ale czujesz, że to najbardziej niezwykła i niezapomniana chwila w twoim życiu. Obejmujesz ramieniem Maurycego i wspólnie patrzycie na wszystko co roztacza się wokół. Jesteście królami świata!:) Nieustraszonymi, dzielnymi i nieziemsko szczęśliwymi! Wow- to dzieje się naprawdę- wszystko jest takie małe, prawie niewidoczne- czujesz jak wzbiera w tobie radość i zachwyt- sam nawet już nie wiesz co. Zaczynasz krzyczeć i śmiać się wniebogłosy, a następnie podbiegasz do Maurycego i mocno go przytulasz. Wasza radość nie ma w tym momencie granic- cały świat, jego problemy czy wasze zmartwienia stają się teraz nieważne. Nic się nie liczy poza tą jedną chwilą i tym cudownym uczuciem. Jeśli życie ma jakikolwiek choćby najmniejszy sens to muszą to być właśnie takie piękne chwile. Mógłbyś czekać nawet całą wieczność żeby tego doznać- tobie i Maurycemu to już się udało i wiesz już, że wasza wspinaczka choć okupiona prawdziwą drogą przez mękę warta była starań i podjętego wysiłku. Postanawiacie się już jednak troszeczkę uspokoić. Przysiadacie więc, by trochę odpocząć i w odprężeniu podziwiać tak wielkie, nieogarnione i w jakimś stopniu również i zagadkowe dzieło samej natury. Robisz niezliczoną liczbę zdjęć, a Maurycy tylko się uśmiecha. Myśli pewnie, że i tak nikt wam nie uwierzy, że sami tu dotarliście. Ty jednak puszczasz do niego oko i pokazujesz mu swoje fotki- to będą niezbite dowody tego, że tu byliście…! J Na pewno wszyscy koledzy wam uwierzą i pozazdroszczą. Maurycy ze zrozumieniem kiwa głową i czując lekkie spragnienie wyjmuje małą butelkę wody i coś do przekąszenia. W roztargnieniu nie zauważa jednak, że jego leczniczy kamień dostał się jakimś trafem do bocznej kieszeni plecaka. Kiedy ją odsunął, kamień niefortunnie wyleciał… O nie… tylko nie to!- krzyknął, próbując jeszcze go złapać. Niestety upadł w dół, turlając się po skale. Teraz wszystko straciło urok, a w oczach Maurycego pojawiły się łzy- przecież to był znak waszej wiecznej przyjaźni! Co macie teraz zrobić- iść w to niebezpieczne zagłębienie- popatrzyliście po sobie, że to nie jest chyba najlepszy pomysł. Trzeba wymyśleć coś bardziej bezpiecznego i nienarażającego waszego życia- tak, ale co…? Przez moment zrobiło ci się tak niewiarygodnie smutno, ująłeś dłoń Maurycego i zacząłeś go pocieszać. Obiecałeś mu, że to się tak nie skończy i na pewno znajdziecie jakieś wyjście. Wstałeś i zacząłeś się rozglądać, tylko, że według twojej oceny sprawa nie była taka łatwa, gdyż miejsce gdzie upadł minerał było tak bardzo od was oddalone, a ponadto nie miało żadnego skalnego połączenia ze szczytem, na którym wy się znajdowaliście- było po prostu jak mała, odizolowana „górska wysepka”. Coraz mniej ci się to wszystko podobało, ale postanowiłeś się nie poddać i myśleć trzeźwo i rozsądnie. Z żalem wyciągnąłeś z kieszeni swój kamień i przez moment na niego popatrzyłeś- był taki piękny, niepowtarzalny i unikatowy. Uśmiechnąłeś się do siebie w swym zamyśleniu i łezka wzruszenia przepłynęła po twym policzku- dziwnym trafem spadła ona jednak na minerał. Ale co to…- co się teraz dzieje? Poczułeś takie dziwne ukłucie w sercu i przypływ wielkiej mocy i siły. Spojrzałeś na Maurycego i nie mogłeś wprost oczom uwierzyć, gdy zobaczyłeś, że on z wyciągniętymi rękami chwyta swój kamień, który jak przyciągnięty twoim magnesem zaczął unosić się w powietrzu. Czegoś tak niezwykłego jeszcze w życiu nie widziałeś! Te kamienie rzeczywiście były cudowne i miały wprost nieziemskie właściwości. Uradowany spojrzałeś na Maurycego, który trzymał już swój magiczny kamień, od którego biła tak wspaniała, szczerozłota jasność. Podszedłeś do przyjaciela i obaj przyłożyliście do siebie dwie rozdzielone części. Znów zamieniły się w przepiękny kryształ, a wy zniknęliście razem z nimi w świat swoich niedościgłych marzeń. Czuliście, że będziecie mieć ich moc i siłę w sobie już na zawsze tak jak przyjaźń, która jeśli jest prawdziwa przetrwa wieki, no… i może jeden dzień dłużej J.

ZAKOŃCZENIE USYPIAJĄCE:

Cieszysz się, że udało ci się przeżyć tak niesamowitą przygodę. Czy jednak rzeczywiście mogą zdarzać się w świecie takie cuda- rozmyślasz nad tym przez chwilę. Jesteś wzruszony, a zarazem jest ci lekko i spokojnie na duszy. Teraz musisz trochę wypocząć, ale wszystkie wspomnienia tej górskiej wspinaczki przelatują ci jeszcze w myślach. Było tak niezwykle, że na pewno nigdy tego nie zapomnisz. Oddychasz powoli i kładziesz ramiona na mięciutkiej kołderce. Jest ci błogo i przyjemnie- powróciłeś już ze świata swoich marzeń i leżysz wygodnie w swym łóżeczku. Fajnie jest zdobyć się czasami w życiu na coś odważnego, bo po to są przecież marzenia- każde z nich (bez wyjątku) zasługuje na spełnienie i jest warte choćby największego wysiłku. Uśmiechasz się do siebie i układasz się wygodnie. Przez otwarte okno wpada do pokoju świeżutkie powietrze, które na pewno sprawi, że twój sen będzie jeszcze bardzie zdrowy i przyjemny. Przymrużasz więc swe oczka i odliczając do trzech czekasz na podróż w krainę snów- w ten nieziemski wymiar, który nie zna żadnych granic i w którym można zdobywać szczyty wszystkich swych codziennych pragnień. Miłych snów. Dobranoc J.

ZAKOŃCZENIE ROZBUDZAJĄCE:

Chwile takie jak ta, której doświadczyłeś wspólnie z Maurycym zdarzają się niezwykle rzadko i właśnie przez to są takie szczególne i wyjątkowe. Żeby je docenić trzeba sobie uświadomić jakie są nasze największe pragnienia. Zastanawiasz się przez moment jakie jest woje- oj… masz ich tak DUŻO! J Nie wiesz chyba, które byś wybrał. W sumie to fajnie, że jest ich tak wiele- masz przed sobą tyle niezwykłych przygód, że na pewno wszystkie uda ci się zrealizować. Jesteś podekscytowany całą tą górską wspinaczką- wniosła ona tyle radości, ale momentami i mroziła krew w żyłach (no…- było groźnie) ale nic- wszystko dobre co się dobrze kończy! Jesteś teraz bardzo szczęśliwy, wstajesz z łóżka, by troszkę się poruszać i odreagować wszystkie narosłe w tobie i tak bardzo spotęgowane emocje. Kręcisz się w kółko z lekko zamkniętymi oczami. Zaciągasz się świeżym powietrzem- nie można go co prawda por równać z tym górskim, ale i tak orzeźwia cię i dodaje mnóstwa energii- potrzebnej tak bardzo, by odkrywać nowe miejsca i cieszyć się ich niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju pięknem. Nowe przygody, niezapomniane chwile i największe, nieosiągalne szczyty- bójcie się mnie! I tak was zdobędę J.


Leave a Reply