Szczęście na wagę złota


„Szczęście na wagę złota”

Co w życiu może wyglądać równie olśniewająco i zjawiskowo jak mogące odbijać najjaśniejsze promienie słońca, kryształy najprawdziwszego, szczerego złota? Odkąd tylko sięgasz swą pamięcią zawsze interesowały cię te piękne kryształki i to jak w kontakcie ze słońcem roztaczają na wszystkie strony miliardy błyszczących i wręcz oślepiających odcieni. Kiedy jako mały chłopiec mieszkałeś w górskiej wiosce, często wspólnie z ojcem chodziłeś do starej, dawno już zamkniętej, ale jeszcze solidnie wyglądającej kopalni- każda taka wyprawa była dla ciebie niezwykłym i niezapomnianym przeżyciem. Twój ojciec był znanym i szanowanym w okolicy zapalonym poszukiwaczem złota, który zasłynął przed wieloma już laty z odnalezienia skarbu afrykańskich Zulusów- dokładniej mówiąc były to dwie wielkie, wysadzane diamentami i kryształowymi brylantami skrzynie, w których pełno było złoconych ozdób, szafirów i jedynych chyba na całym świecie szmaragdów, które jak głosi legenda należały kiedyś do króla Zulusów. Widok był tak oszałamiający i zwalający z nóg, że parokrotnie przecierałeś oczy, chcąc się upewnić, że to nie sen… To nie był sen! W zachwycie patrzyłeś na to cudowne odkrycie. Wszystkie skarby obsypane były drobnymi i wyglądającymi prawie jak piasek- małymi, ale przepięknie błyszczącymi kryształkami złota. Z oszalałym wzrokiem i silnie bijącym sercem ująłeś w swe dłonie garść tych kryształków. Poczułeś się dzięki nim panem całego świata, tak jakbyś miał w sobie moc osiągnięcia wszystkiego czego tylko zapragniesz. Podekscytowany przepuszczałeś przez palce złocone kryształki, a ich delikatny kształt był największą przyjemnością dla twoich dłoni i do końca życia zapadł ci w pamięci. Zawsze kiedy było ci smutno powracałeś do tych wspomnień i za każdym razem robiło ci się lżej na sercu. Ten blask był tak niepowtarzalny, że w ciągu całego swego życia nie natrafiłeś na coś równie cudownego. Przebywasz teraz w swoim pokoju, a dzień jest naprawdę piękny- do twojej jasnej twarzyczki docierają cieplutkie złote promienie, które wywołują twój grymas i bezwarunkowe przymrużenie powiek. Jest ci tak błogo i przyjemnie, zwłaszcza w tych momentach gdy przypominasz sobie wasze wspólne- bardzo śmiałe, ale i niejednokrotnie również mocno ryzykowne wędrówki w głąb mrocznej, ciemnej i złowieszczej kopalni. Za każdym razem gdy zstępowaliście poniżej pewnego poziomu czułeś szybkie i gwałtowne uderzenia swego serca. Strach i podniecenie były czymś wyzwalającym adrenalinę i w gruncie rzeczy dodającym wewnętrznej siły i pewności siebie. Z kolei zaś każde wyjście i pierwsze ujrzenie słonecznego światła było czymś tak upragnionym i długo wyczekiwanym jak najwspanialsza, obiecana nagroda, o której myśli się niemal każdego dnia. Twoja twarz jaśnieje teraz w uśmiechu, a na samą myśl o magicznych kosztownościach, ukrytych gdzieś w niezbadanych i nieodkrytych jeszcze przez nikogo zakamarkach kopalni czujesz w sobie pełną gotowość i jednocześnie wielką chęć, by znów tam powrócić niezależnie od tego czy coś odkryjesz czy dane ci będzie tylko stanąć przed wejściem do kopalni i na nią popatrzeć. Jesteś już żywo podniecony i przenosisz się już w swej wyobraźni ku tej odległej, afrykańskiej krainie- krainie, w której władzę dzierżą nadal potomkowie króla Zulusów, tyle, że teraz należący już chyba do dwunastego pokolenia. W zachodzie słońca spacerujesz sobie po wiosce, znanej ci bardzo dobrze z wcześniejszych wędrówek. Teraz mimo wszystko jest ona jakby trochę inna. W okolicy nie ma żywego ducha- jakby wszyscy pomarli na skutek jakiejś straszliwej zarazy. Bardzo cię to dziwi- kiedy ostatnio tu byłeś, wieki temu co prawda, ale jednak, to miejsce było pełne życia, bo zjeżdżali się tu wszyscy najwytrawniejsi i najbardziej zapaleni poszukiwacze złota- wszędzie było pełno kilofów, sitek potrzebnych do przesiewania tych cudownych maleńkich kryształków, a w kopalni non stop ktoś dzień i noc poszukiwał swojego wymarzonego szczęścia. Dlatego czasami tak trudno było utrzymać porządek w okolicy kopalni- ludzie owładnięci gorączką złota zapominali co to sen i odpoczynek- woleli cały dzień przeszukiwać kopalnię w nadziei zostania sławnym odkrywcą aniżeli wieść spokojne i zrównoważone życie. W efekcie w wiosce zapanował chaos i rozprzężenie nad którym nikt nie mógł już zapanować, tym bardziej po tym jak pamiętnego dnia- 16 sierpnia 1972 r. gazety ogłosiły, że w tej oto wiosce ktoś natrafiła na prawdziwą żyłę złota- jej odkrycie mogło przynieść mieszkańcom znaczące dochody dlatego wszyscy bez wyjątku rozpoczęli od tamtej chwili zaciekłe poszukiwania. Początkowo twój ojciec podszedł do tego dość sceptycznie- wiedział co prawda, że nie da się całkowicie wykluczyć możliwości jakoby podziemia  XVI- wiecznej kopalni kryły jakieś złote kosztowności (w końcu kiedyś ta okolica słynęła z wydobycia całkiem sporych złóż złota), ale mimo wszystko wydawało się to mu mało prawdopodobne zważywszy, że minęło już sporo czasu zanim ostatni afrykańscy królowie zatrudniali ludzi do poszukiwania złota dzięki któremu mogliby powiększyć swe bogactwa. Jakieś prawdopodobieństwo, może nawet niewielkie, ale jednak- istniało. Tak więc sama ta iskierka nadziei, mimo wszystkich wątpliwości, okazała się już nazbyt wystarczającym powodem, by rozpocząć poszukiwania. Przekonamy się! J- tak w nagłym i niekontrolowanym ożywieniu powiedział twój ojciec, deklarując jednocześnie, że nie spocznie dopóki nie odkryje dla ciebie najpiękniejszych skarbów, no… oczywiście jeżeli takowe istnieją. Postanowiłeś towarzyszyć ojcu w jego codziennych wycieczkach. Zabieraliście rano cały potrzebny ekwipunek, a także coś do jedzenia, a potem zmierzaliście piaszczystą, palącą w stopy drogą ku oddalonej o kilkanaście metrów kopalni. Było wam gorąco i duszno. Choć wyruszaliście z samego rana, zanim na dobre wzeszło palące słońce i tak za każdym razem docieraliście do kopalni całkiem wyczerpani i ociekający potem, a przed wami było już z kilkunastu innych zatwardziałych i nieustępliwych na żadnym kroku konkurentów w „walce o prawdziwe złoto”. Wy również do nich należeliście dlatego mimo wielu trudów i przeciwności losu postanowiliście NIGDY nie dawać za wygraną i nie dopuścić, by ktoś was ubiegł i jako pierwszy dotarł do legendarnego skarbu… Czas jednak mijał, a wy nadal nie widzieliście choćby odrobiny cienia jakie na pewno musiałoby rzucać odbijające się od światła latarki złoto. No cóż…- każdego dnia kładąc się spać obiecywaliście sobie: „Jutro na pewno się uda…”. Ten dzień długo jednak nie następował. Wasza determinacja powoli słabła, a każdy dzień nadaremnych poszukiwań zaznaczał się w smutnym i zrezygnowanym spojrzeniu twego ojca. Widziałeś ile ten skarb dla niego znaczył, usilnie próbowałeś go pocieszać, ale byłeś też przekonany, że twój ojciec przenigdy się nie podda. Pewnego dnia wstał w bardzo dziwnym nastroju jakby przeczuwając, że dziś zdarzy się coś niezwykłego. Jego zachowanie wzbudziło twój niepokój. Kiedy jak co dzień wyruszyliście do kopalni zauważyliście niesamowity popłoch wśród mieszkańców wioski. Niemal wszyscy opuścili swe domy i całymi rodzinami zmierzali do kopalni. Kiedy zapytaliście się jednego z przechodniów o powód tak nagłego ożywienia, on odpowiedział wam, że na dzisiejszy dzień wyznaczono datę ostatecznego zamknięcia kopalni z powodu jej przeciążenia i możliwości zawalenia się. Jeśli dziś ktoś nie odszuka skarbu- trudno. Kopalnia ze względów bezpieczeństwa zostanie już nieodwołalnie zamknięta. Świadomość tego wszystkich przeraziła i skłoniła do jeszcze bardziej intensywnych poszukiwań. Trudno było więc dzisiaj w ogóle dostać się do kopalni, ale cierpliwie zajęliście swoją kolejkę. Modliłeś się tylko w duchu, by ten ostatni dzień poszukiwań nie był też ostatnim dniem waszego życia. Godziny mijały, a kolejni śmiałkowie odchodzili zrezygnowani. Mieli naprawdę ponure miny wiedząc, że właśnie stracili ostatnią życiową szansę. Kiedy w końcu udało wam się wejść do kopalni zewsząd ogarnęły was wielkie ciemności utrudniające przemieszczanie się w wąskich zakamarkach. Bardziej przydatne okazywały się dłonie, którymi mogliście wyczuć skalne ściany. Szedłeś za ojcem i co jakiś czas przystawaliście, by przeszukać jakąś interesującą szczelinę. Nigdzie jednak nie było skarbu- czy on w ogóle istniał? Powoli traciłeś ostatnie resztki nadziei- wasz czas również dobiegał końca. Drobniutkie łezki zaczęły spływać ci po policzku, gdy wtem, niespodziewanie twój tata uderzył przypadkowo nogą o coś twardego, wystającego nieznacznie ponad ziemię. Tak go to zabolało, że aż przeciągle i głośno zawył. Poruszony otarłeś łzy i w wielkim zdumieniu obserwowałeś co też to może być. Twój ojciec zbliżył latarkę i w zaniemówieniu złapał się obiema rękami za głowę. Ujrzałeś wielką pozłacaną skrzynię, a obok niej drugą- bardzo podobnie wyglądającą. Nadal nie mogąc w to uwierzyć, przykucnęliście nad nimi, a twój ojciec zaczął delikatnie otwierać pierwszą. Wieko było tak ciężkie, że z trudem udało się je w ogóle poruszyć. To co kryła skrzynia przerosło twoje najśmielsze oczekiwania. Były w niej najpiękniejsze diamenty, olśniewające swym blaskiem brylanty i całe mnóstwo drobnych złotych kryształków- wszystko aż raziło w oczy. Ojej…- ale co się dzieje!? Z chwilą gdy twój ojciec podniósł wieko cała skalna jaskini8a zaczęła się poruszać jak pod wpływem jakiegoś wstrząsu. Ściany, które was otaczały zaczęły się rozsypywać na setki drobnych skalnych odłamków. Przerażony mocno uchwyciłeś dłoń swego ojca. Widziałeś jeszcze światło z odległego tunelu, gdy w okamgnieniu całe pomieszczenie za wami się zawaliło, odcinając jednocześnie drogę, którą tu przybyliście. Na szczęście wam się nic nie stało… tyle tylko, że zostaliście zamknięci w tym wąziutkim przejściu. Czy to wasz koniec? Jak będzie można się stąd wydostać? Nawet ściany tego pomieszczenia, w którym zostaliście uwięzieni były bardzo niepewne i w każdej chwili mogły się na was zawalić. Przerażony patrzyłeś na ojca- dostaliście wprawdzie to czego tak bardzo pragnęliście- wymarzony skarb, ale za jaką cenę? Zostaliście z nim tutaj uwięzieni. Mogliście nacieszyć nim swe oczy i rozkoszować się jego cudownym lśnieniem, mogliście patrzeć na niego z podziwem, ale niestety zostaliście odcięci od reszty świata. Co teraz zrobić? W głowie ci się mąciło. Jak teraz odnaleźć ratunek skoro droga, którą tu przyszliście została całkiem zasypana, a w pobliżu was pełno było tylko ciężkich, skalnych odłamków. Trudno było je nawet odgarniać gdyż ich ostre krawędzie raniły ręce. No cóż…, trzeba tylko zapanować nad strachem i myśleć racjonalnie. Na pewno uda wam się znaleźć jakieś wyjście- tak pocieszałeś się w duchu choć z każdą upływającą minutą coraz słabiej w to wierzyłeś. Usiedliście więc na większych kamieniach i z twarzami ujętymi w dłoniach opartych na kolanach w zamyśleniu patrzyliście na skarby zawarte w skrzyniach. W innych warunkach skakalibyście do nieba ze szczęścia- teraz jednak odnalezione klejnoty i świadomość tego, że to właśnie wam było dane sięgnąć po odwieczny skarb królów była mało satysfakcjonująca i nie stanowiła większego pocieszenia. Smutnym wzrokiem błądziliście po zamkniętym pomieszczeniu. Robiło się groźnie, bo mogło po jakimś czasie zabraknąć wam powietrza. Oderwaliście się więc od błędnego i nie przynoszącego żadnego pożytku patrzenia na brylanty i zaczęliście szukać jakiegoś wyjścia. Wokół pełno było tylko gruzów. Zaczęliście je odgarniać, ale było ich tak dużo, że wręcz niemożliwe było pozbycie się ich wszystkich. Ociekający potem i straszliwie wściekły spojrzałeś na znienawidzone brylanty- powód waszego uwięzienia- zacząłeś je wysypywać, nie potrafiąc już dłużej zapanować nad swoją złością, gdy nagle twoje dłonie natrafiły na… jakąś kartkę!? Była bardzo stara, pożółkła i prawie kruszyła się w dłoniach kiedy jej dotykałeś. Dlaczego się tutaj znalazła i co ważnego było na niej zapisane? Podałeś ją ojcu, a ten uważnie zaczął ją odszyfrowywać. Litery były wprawdzie niewyraźne, ale i tak można było coś z nich wywnioskować. Tekst zawierał historię tego skarbu- okazało się, że wieki temu skrzynie z brylantami zostały obłożone klątwą przez afrykańskiego króla. Klątwa miała spaść również na tego kto je odnajdzie. Wieki temu kraj ogarnęła straszliwa zaraza w wyniku której pomarły setki mieszkańców. Król nie wiedząc co począć ogłosił, że przeznaczy wielką nagrodę dla tego kto ocali kraj przed całkowitą klęską. Owym wybawicielem okazał się pewien czarnoksiężnik, który przybył w te okolice, by rozwijać swe magiczne zdolności, a dowiedziawszy się o zarazie jaka nawiedziła całą wioskę poczuł w sobie tajemniczą i niewytłumaczalną moc tak jakby był święcie przekonany, że może temu zaradzić. Zebrały się wokół niego najważniejsze głowy kraju, a on pod wpływem dziwnego natchnienia zaczął odprawiać swe magiczne zaklęcia, chodząc przy tym po wiosce i okadzając ją nieprzyjemnie pachnącymi zielskami. Przyniosło to jednak wspaniałe efekty, bo po paru dniach zaraza zdawała się stopniowo ustępować. Wszyscy poczuli się zdrowiej, a kraj został ocalony. Sądzono, że czarnoksiężnik z radością odbierze swą nagrodę, a potem wyjedzie. Tak się jednak nie stało, gdyż bardziej od klejnotów i złota pragnął ręki królewny. Dlatego porzucił skarb, a piękną królewnę porwał potajemnie w nocy i wywiózł do sobie tylko znanej krainy. Rozwścieczony król nakazał zakopać skarb i obłożyć go klątwą jako przeklęty, bo przez niego stracił najukochańszą i jedyną córkę. W momencie gdy ktoś ujrzy skarb ziemia się zatrzęsie, a sam odkrywca również zostanie obłożony klątwą. Przepowiednia głosiła jednak, że klątwę będzie mógł ściągnąć tylko ten kto uczyni z klejnotów „należny pożytek” i przywróci światłość królestwu. Po tych słowach zastanawialiście się przez chwilę nad ich sensem- największym pożytkiem będzie to jeśli skarb dostanie się w ręce wszystkich mieszkańców wioski. Myśląc dalej, ujęliście w dłonie brylanty i zaczęliście się nimi bawić. Były takie piękne… Godziny mijały, a wy nadal nie widzieliście rozwiązania tej zagadki. Zrezygnowani układaliście brylanty jeden obok drugiego. Nagle zdarzyło się coś niesłychanego- światło największego błękitnego diamentu zaczęło odbijać się od czegoś, wypełniając wszystko niezwykłą jasnością. Spostrzegłeś, że to ślubny sygnet twojego ojca w połączeniu z blaskiem diamentu wytworzył tak wspaniałą jasność. W tym momencie skały kopalni się rozsunęły, a złoto i brylanty rozlały się po całej okolicy magicznym deszczem i wszyscy mogli go chwytać swymi rękami. Zgodnie z przepowiednią w kraju zapanowała cudowna jasność… Leżąc teraz w swym łóżku przypominasz sobie, że przenosząc się w wyobraźni do tej krainy dziwiłeś się, że wioska tak bardzo opustoszała. Teraz wiesz już dlaczego- wszyscy podążyli za blaskiem roztaczającym się od kopalni i za złocistym deszczem, który miał zapewnić im szczęście i odwieczny błogi spokój.

ZAKOŃCZENIE ROZBUDZAJĄCE:

Ta niezwykła historia wiele cię nauczyła. Przekonałeś się, że osiągnięcie obranego celu nie zawsze pokrywa się z naszymi marzeniami. Czasem trzeba większego wysiłku, by docenić to co osiągnęliśmy i uczynić z tego wartość. Cieszysz się, że wszystko pomyślnie się zakończyło i w kraju zapanowało tak długo wyczekiwane szczęście. I kto by pomyślał- wszystko za sprawą sygnetu twego ojca! Może i on miał magiczną moc? No, ale nie pora już o tym rozmyślać. Napinasz całe swe ciało i rozciągasz ręce, by rozprostować zastałe kości. Wypełnia cię tyle energii! Sam chciałbyś odkryć coś wspaniałego i związanego z jakąś odwieczną legendą- byłoby fajnie J. Masz ochotę na kolejne niezapomniane przygody i postanawiasz, że będziesz w nich nieustraszonym poszukiwaczem skarbów J.

ZAKOŃCZENIE USYPIAJĄCE:

Odwiedzenie krainy Zulusów i odkrywanie w niej niezwykłego, tajemniczego i tak trudnego do zdobycia skarbu bardzo cię wymęczyło. Ziewasz teraz z szeroko otwartymi ustami. Jest ci przyjemnie ciepło, odczuwasz cudowny spokój i ukojenie. Myślisz serdecznie o swych bohaterach i podziwiasz ich upór, a także to, że nie zrażały ich żadne przeciwności losu, za co zresztą zostali tak szczodrze wynagrodzeni. Zapamiętasz ich niezmordowany wysiłek i tę złocistą jasność, o której pomyślałeś w chwili, gdy twoi bohaterowie ujrzeli oślepiająco piękne klejnoty w dwóch wielkich skrzyniach. Poczułeś się wtedy niezwykle tak jakbyś to ty był na ich miejscu i oczyma duszy mógł zobaczyć wszystkie świecące w ciemnościach diamenty. Myśląc o tym zamykasz swe oczka i starasz się odprężyć. Jest ci spokojnie na duszy- nic cię nie martwi. Czujesz się tutaj bezpiecznie i wyciszasz wszystkie swe emocje. Jeszcze tylko moment i zaraz odpłyniesz w cudowny świat snów. Poprawiasz się wygodnie w swym łóżeczku i spokojnie oddychając, oddajesz się w ramiona Morfeusza. Słodkich snów.


Leave a Reply